Deklaracja członkowska

Zapraszamy do współtworzenia naszego Stowarzyszenia. Osoby chętne do współpracy prosimy o wypełnienie deklaracji i wysłanie na podany adres mailowy: sp85bn@op.pl

Deklarację można pobrać pod TYM aderesem

Robert Pieńkowski: Neverending story, czyli niekończąca się reforma edukacji...

Pamiętam osobiście kilka poważnych reform strukturalnych polskiej oświaty. Drobniejszych modyfikacji zliczyć nie sposób. Od niepamiętnych czasów polska oświata jest w stanie permanentnej reformy. Nauczyciele, rodzice i uczniowie co roku dowiadują się o jakichś nowych pomysłach, które wprowadza się nie bardzo wiadomo po co? Stare porzekadło mówi, że jeżeli nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze. Niestety, nie na dofinansowanie polskiej szkoły i nie na spełnienie choćby obietnic przedwyborczych Platformy Obywatelskiej, iż nauczyciele doczekają się radykalnych podwyżek. Pieniądze trafią do ministerialnych urzędników i ekspertów, którzy działają z ukrycia. Nikt ich nie widział, nikt o nich nie słyszał, ale są, ponieważ ciągle pojawiają się jakieś zmiany, korekty, uzupełnienia i tak bez końca. Przecież ktoś za ich przygotowanie bierze kasę! A tak przy okazji, to nauczyciele jak na razie radykalnych podwyżek się nie doczekali. Nie doczekali się nawet umiarkowanych podwyżek, bo ochłapy, które dostali trudno nazwać podwyżkami. Oczywiście można pod publiczkę opowiadać, ile to nauczyciele otrzymali (statystycznie). Realną podwyżkę otrzymali tylko stażyści. Ale kto widział w szkole stażystę w ciągu kilku ostatnich lat? Proponuję ich odnalezienie dociekliwym dziennikarzom (np. dziennikarzom „śledczym” :). Uprzedzając efekty ich poszukiwań powiem, że stażystów w szkołach można ze świecą szukać... W ostatnich kilku latach szkoły borykają się wyłącznie ze zwolnieniami nauczycieli, a nowozatrudnionych trudno spotkać. Tak więc owe rzekome podwyżki owszem były, ale mało kto je dostrzegł na własnym koncie. Biorąc pod uwagę inflację i wprowadzonej od tego roku szkolnego darmowej godzinie to w najlepszym wypadku w kwestii podwyżek mamy constans. Jednak obietnice o radykalnych podwyżkach poleciały kiedyś w eter: (K. Hall, Sygnały Dnia, 14 X 2008 r.: [PO dąży do tego] „żeby sytuacja nauczyciela się jak najbardziej poprawiała. To naprawdę priorytet naszego rządu, osobisty taki priorytet pana premiera, żeby jak najlepiej doceniać nauczycieli i dołożymy wszelkich starań, aby sukcesywnie z roku na rok rzeczywiście istotnie tę sytuację nauczyciela poprawiać i doceniać jak najlepiej nauczycieli”). Mam nadzieję, że nauczyciele rzeczywiście otrzymają kiedyś godziwe wynagrodzenie, a rząd obietnice spełni. Obawiam się, że nie będzie to niestety rząd Platformy Obywatelskiej, choć chciałbym, aby swoje obietnice w tym zakresie wypełnił...

Podzielę się jeszcze kilkoma uwagami na temat wspomnianej dodatkowej darmowej godziny w szkołach ponadgimnazjalnych (lub dwóch od przyszłego roku szkolnego w gimnazjach i podstawówkach). Gazeta Wyborcza z 2 XI 2009 r. informuje, że sale lekcyjne w czasie owej 19 tej godziny świecą pustkami. Pojawiły się liczne komentarze takiego stanu rzeczy. Pani minister K. Hall w Sygnałach Dnia (3 XI 2009) całą odpowiedzialność takiego stanu rzeczy zrzuca na szkoły, które nie radzą sobie - jej zdaniem - z przydzielonymi zadaniami i na nauczycieli, którzy nie organizują interesujących zajęć (K. Hall: „[nauczyciele] coś źle zaplanowali, może można pomyśleć, jak inaczej zagospodarować ten czas konkretnego nauczyciela, do którego akurat na te zaoferowane zajęcia nikt nie przyszedł”). Prawdziwe powody absencji są inne, a powody przedstawione przez Panią Minister uważam za drugorzędne (zawsze można winę zwalić na dyrektorów szkół i na nauczycieli). Niezbyt mądre jest uogólnianie i podawanie zbiorczych wytłumaczeń, gdyż inne są realia szkół na kolejnych poziomach edukacji. Jeśli więc wykorzystamy wiedzę biorącą z naocznej obserwacji rozmaitych szkół i tego co mówią sami dyrektorzy, nauczyciele i sami rodzice, to okaże się, że dzieci najczęściej nie mają ochoty na dodatkowe nieobowiązkowe lekcje. Po iluś tam godzinach spędzonych w szkole marzą one raczej o powrocie do domu, a nie o siedzeniu w szkole „po lekcjach”. Być może dzieci szkół podstawowych wróciłyby chętniej do szkoły po kilku godzinach odpoczynku, ale z kolei nauczyciele nie są galernikami, którzy będą siedzieć w pracy od rana do wieczora, bo chyba nikt nie może wymagać, aby pracowali dajmy na to od 8 do 15-tej, a potem wracali prowadzić zajęcia np. od 17 do 19-tej (nauczyciele przeważnie nie są singlami i muszą kiedyś zająć się też własnymi dziećmi). Ale z kolei na dodatkowe zajęcia bezpośrednio po obowiązkowych lekcjach same dzieci nie mają ochoty. Powód marnej frekwencji na dodatkowych zajęciach jest więc prozaiczny. Skandaliczne niedofinansowanie polskich szkół i pracujących w nich nauczycieli. Bo czym można zachęcić dzieci do siedzenia po lekcjach? Mogę zaproponować np. projekcje topowych filmów, a nie pokazywanie bajek, które dzieci oglądały już z pięć razy. A za co kupić świetne filmy, które dzieci chciałyby obejrzeć? A gdzie mają odbywać się takie projekcje? W przepełnionych, beznadziejnie wyposażonych świetlicach? Jeśli szkoła będzie świetnie wyposażona, to dzieci same przybiegną, a dobrze zarabiający nauczyciele będą się w pomysłach na ciekawe lekcje prześcigać. I kolejny wątek: nauczyciel, który prowadzi lekcje dla maturzystów ciężko musi się naharować, a inny nauczyciel (od „michałków”) w tym samym czasie pójdzie z dziećmi na przykład do opery. Jeden i drugi pracując za darmo. Pytanie dla dociekliwych? Który będzie ową godzinę odpracowywał gorliwiej? Czy ten, który będzie na spektaklu w operze? No, ale z tą operą to też nie jest tak hop siup. Nawet ulgowe bilety na topowe spektakle kosztują po kilkadziesiąt złotych. Jak zachęcić uczniów i ich rodziców, aby wyłożyli taką gotówkę, gdy do pierwszego brakuje? No i mamy winnych nauczycieli i winne szkoły...

A może ktoś powie jakie zajęcia mają prowadzić nauczyciele uczący w trudnych szkołach, z trudnymi dziećmi i młodzieżą? Jeśli mamy do czynienia ze zjawiskiem, że trudno takie dzieci wołami zaciągnąć do szkoły, to jak bardzo atrakcyjne zajęcia ma przygotować dla nich nauczyciel, aby zachęcić ich do przyjścia? Zresztą problem absencji w szkołach nie dotyczy tylko trudnej młodzieży. Nie wyobrażam sobie ucznia, który notorycznie wagaruje, a zarazem z chęcią uczęszcza na dodatkowe zajęcia po lekcjach. Wielu rodziców i pedagogów mających na co dzień do czynienia z tym zjawiskiem wie o co chodzi. A Pani Hall? Ona snuje kolejne wizje jak to uczniowie chłoną wiedzę, a na myśl o dodatkowych zajęciach zacierają ręce i przebierają nogami.

Wracając do permanentnych reform, to w kilku zdaniach opiszę jeszcze absurdy szkolnej rzeczywistości, w której nauczyciele zmuszani są do licznych bezsensownych dokumentacji, sprawozdań itp. Choćby dokumentowanie tzw. „ścieżek”, czy przygotowywanie teczek dla osiągnięcia kolejnych etapów awansu zawodowego. Nauczyciele wiedzą o co chodzi. Kto nie wie, niech się zapyta pierwszego z brzegu nauczyciela. A co roku pojawiają się jakieś nowe zalecenia. Trudno je spamiętać... Niektóre z nich na szczęście umierają z czasem śmiercią naturalną, inne niestety ożywają jednak jak feniks z popiołów. Tylko od zdrowego rozsądku dyrektorów szkół zależy, czy nauczyciele są „zajechani” ową bezsensowną biurokracją, czy też nie.

Marzy mi się chwila, aby dożyć dnia, w którym polska szkoła osiągnie stan, o którym reformatorzy będą mogli zakomunikować, iż dotarli do reformatorskiego celu. Obawiam się, że jest to marzenie ściętej głowy. Jedynym ministrem, który obiecywał zastopowanie "reform" i odbiurokratyzowanie polskiej szkoły (np. uproszczenie procedur awansu zawodowego) był prof. Ryszard Legutko (patrz np. wywiad z prof. R. Legutką, Po co kolejne reformy?: Sygnały Dnia, 24 X 2008 r.: http://www.polskieradio.pl/jedynka/sygnalydnia/artykul16488.html).

Niestety, profesor Legutko zbyt krótko był ministrem, aby zrealizować swoje obietnice. Dobrze byłoby, gdyby miał jeszcze na to szansę...

 

Komentarze (1)
1 Czwartek, 04 Marzec 2010 16:49
historicus
10/10 zgoda w tym temacie.
>

Dodaj komentarz

Twoje imię:
Komentarz: